Początki ChAD – moje pierwsze 4 lata choroby dwubiegunowej

ChAD-początki-choroby-afektywnej-dwubiegunowej
Początki ChAD – moja historia. Grafika Emocjona.pl

Początki choroby afektywnej dwubiegunowej – moja historia z ChAD. Jakie były pierwsze objawy, symptomy, epizody? Jak wyglądał początek choroby, moje leczenie i kolejne nawroty?

ChAD, czyli choroba afektywna dwubiegunowa objawiła się u mnie pod koniec 2015 roku, kiedy miałam niecałe 17 lat. Oficjalną diagnozę otrzymałam po niespełna trzech latach, ale byłam jej pewna już wiele miesięcy wcześniej. Teraz postanowiłam opisać moje pierwsze 4 lata (2016 – 2020 r.) z objawami ChAD.

Jeżeli chcesz dowiedzieć się, czym jest choroba afektywna dwubiegunowa, to odsyłam Cię do mojego poprzedniego wpisu : Choroba afektywna dwubiegunowa (ChAD), czyli depresja i mania.

Pierwsze objawy depresyjne

Rok 2016 – skończyłam 17 lat. Pod koniec 2015 roku zaczęły się u mnie duże problemy emocjonalne. Większość czasu byłam przygnębiona, bez siły. Cięłam się, bo nie mogłam wytrzymać napięcia emocjonalnego, które we mnie siedziało. Nie chciało mi się żyć. Wybaczcie, że zaczynam ten wpis od tak przykrych aspektów, ale właśnie taki był początek mojej historii z ChAD.

Często przeglądałam w internecie zdjęcia nawiązujące do śmierci, samobójstwa i samookaleczeń. Wiele z nich zapisywałam na telefonie w galerii. Kiedy zasypiałam, marzyłam o tym, żeby w drzwiach mojego pokoju stanął duch, który zabierze mnie z tego świata na zawsze. Wyobrażałam sobie, że pyta mnie o to, czy chcę już odejść, a wtedy z wielkim bólem serca zgadzam się.

Jakby wszystkiego było mało, codziennie towarzyszył mi stres, lęk i ogromne napięcie, które najmocniej dawało się we znaki podczas szkolnych zajęć. Zaczęłam więc wagarować. Bałam się chodzić do szkoły, a na dodatek czułam się odrzucona przez rówieśników.

Powoli zaczynałam rozumieć, że coś jest nie tak. W końcu przeczytałam o depresji. Znalazłam w internecie test, który miał na celu sprawdzić, czy posiadam jej objawy i czy mam się o co martwić. Nie pamiętam już jego wyniku, ale przecież oczywiste było, że powinnam zgłosić się do specjalisty. Wreszcie powiedziałam swojej mamie o swoim samopoczuciu i doszłyśmy do wniosku, że należy wybrać się do psychologa.

Pierwsze kroki w szukaniu pomocy

Pani psycholog bardzo przypadła mi do gustu. Szybko doradziła mi wizytę u lekarza psychiatry, a ja przyznałam, że jest to sensowne rozwiązanie. Z czasem do poradni psychologiczno – pedagogicznej chodziłam już regularnie, raz na tydzień, spotykając się zawsze z tą jedną panią. Dostawałam prace domowe (kartki do wypełnienia), poznawałam techniki relaksacyjne i otrzymywałam dużo pomocnych informacji. Mogłam powiedzieć o wszystkich swoich problemach i smutkach. Szczerze mówiąc, to bardzo tego potrzebowałam.

Powaga sytuacji wymagała jak najszybszej konsultacji u lekarza specjalisty, dlatego mama zabrała mnie na prywatną wizytę u psychiatry, który zajmował się osóbkami niepełnoletnimi. Liczyłam na szybką diagnozę. Chciałam, żeby moja rodzina usłyszała, że mam depresję, ponieważ wtedy wszyscy wiedzieliby, że naprawdę bardzo cierpię.

Włączenie farmakoterapii

Z trudem, wstydem i ogromną nieśmiałością opowiedziałam lekarzowi o swoich negatywnych myślach i moim codziennym, nie najlepszym funkcjonowaniu. Pan doktor zadawał mi pytania, a ja starałam się na nie odpowiedzieć zgodnie z tym, jak jest naprawdę. Wyszło na to, że miałam zaburzenia depresyjne i lękowe.

Lekarz przepisał mi Bioxetin. Substancją czynną jest fluoksetyna, która należy do grupy inhibitorów wychwytu zwrotnego serotoniny (SSRI). Działa ona przeciwdepresyjnie i przeciwlękowo, a to znaczy, że miałam brać antydepresant. Wróciłam do domu i stosowałam się do zaleceń. Niestety minęły jakieś 3 – 4 tygodnie, a mimo to, lek nie zaczął działać.

Wróciłam do przychodni, a tam, moją mama spotkała znajomą panią doktor. Lekarz, oczywiście psychiatra, zaproponowała, że skoro mam już 17 lat, to mogę zapisać się do niej na wizytę. Tak więc kolejny raz musiałam opowiadać o swoim smutnym życiu. Koniec końców, nie zmieniając diagnozy, pani doktor przepisała mi dwa inne leki, a ten poprzedni musiałam odstawić. Jeden z nich nazywał się Lafactin, w którym substancją czynną jest wenlafaksyna, czyli kolejny antydepresant, działający też przeciwlękowo. Różnił się on jednak mechanizmem działania. Ma on bowiem nasilać aktywność neuroprzekaźników w ośrodkowym układzie nerwowym (SNRI).

Drugi lek, pod nazwą Lamitrin stosowany jest w przebiegu padaczki oraz choroby afektywnej dwubiegunowej. W psychiatrii, potocznie nazywany jest stabilizatorem nastroju. Lamotrygina, czyli występująca w nim substancja czynna, ma za zadanie łagodzić skrajne wahania nastroju, a w szczególności, przeciwdziałać jego spadkom i depresji.

Czas mijał, a ja nie czułam rezultatów przyjmowania leków, no może poza skutkami ubocznymi. Mój stan się nie poprawiał. W końcu przestałam chodzić do szkoły zaliczając jedynie pierwszy semestr, pierwszego roku w liceum.

Paraliżujące ataki paniki

Kto miał, ten wie, jakie to cierpienie. Pierwszy atak paniki wystąpił u mnie krótko po tym, jak zgłosiłam się do psychiatry, więc może w połowie 2016 r. Cały atak paniki trwał aż kilka godzin i był on tym samym najdłuższym atakiem, jakiego kiedykolwiek doświadczyłam. Serce biło mi bardzo szybko i mocno, jak dzwon. Atak bardzo obciążał mnie psychicznie oraz fizycznie, czułam się fatalnie. Trzęsłam się i byłam bardzo osłabiona. Czułam ucisk i ból w klatce piersiowej, miałam też duszności. Byłam przerażona i wykończona.

Każdy kolejny atak paniki wyglądał podobnie, choć trwał dużo krócej. Na całe szczęście, moja pani doktor była bardzo wyrozumiała i już po tym pierwszym incydencie przepisała mi Lorafen. Substancją czynną tego leku jest lorazepam, który wykazuje działanie uspokajające, przeciwlękowe, przeciwdrgawkowe i rozluźniające mięśnie. Z uwagi na wysokie ryzyko uzależnienia, miałam brać go tylko doraźnie i jedynie podczas silnych ataków paniki. W następnych miesiącach zastosowałam go może 3 – 4 razy. W ciągu swojego życia doświadczyłam dziesiątek ataków paniki, jednak lek doraźny stosowałam tylko w najcięższych przypadkach.

Pobyt w szpitalu psychiatrycznym

Pani psycholog, do której chodziłam wiedziała, że na co dzień nie mam lekko. Wiedziała, że potrzebuję odpocząć od codzienności, dlatego zaproponowała mi pobyt w ośrodku, gdzie leczą się osoby z zaburzeniami psychicznymi. Był to zakład otwarty, gdzie można było przebywać jedynie z własnej woli. Udałam się więc do psychiatry po skierowanie i pojechałam na spotkanie w oddziale, który mieścił się w pobliskim mieście. Miałam nadzieję, że codzienna terapia w ośrodku mi pomoże. To była moja nadzieja. Okazało się jednak, że według psychologa tam obecnego nie jestem gotowa na pobyt w tym oddziale. Teraz już wiem, że jeżeli istnieje zagrożenie życia pacjenta, to do otwartego ośrodka go nie przyjmą, smutne.

Czas mijał, a ja co raz częściej myślałam o tym, żeby się poddać. W końcu nie wytrzymałam i z obawy przed tym, że naprawdę sobie coś zrobię, a nie chciałam z uwagi na ukochanego chłopaka, postanowiłam, że chcę dostać się na oddział zamknięty. Mama i mój ukochany poszli ze mną do psychiatry po skierowanie i jakoś za dwa dni, tata zawiózł mnie do szpitala psychiatrycznego pod Warszawą, ponieważ tam był oddział młodzieżowy. Na miejscu odbyłam rozmowę z pewną panią, która tam pracuje i z marszu mnie przyjęto.

Znajdowałam się na oddziale zamkniętym, bez telefonu, w piżamie, ciapach, ze szlafrokiem i przyborami kosmetycznymi. W sumie nie było tak źle, ale szczegółowo o całym pobycie w szpitalu psychiatrycznym napiszę w osobnym wpisie. Tak, czy inaczej, spędziłam tam jedynie tydzień, ponieważ bardzo chciałam już wyjść… Stwierdziłam, że czuję się już lepiej i ogromnie tęsknię za moim kochanym mężczyzną. Z uwagi na potencjalny brak zagrożenia życia, po prostu mnie wypuścili i wróciłam do domu.

Trafiłam na informacje dotyczące Borderline i oto moje olśnienie

Od samego początku depresyjnej przygody, moje samopoczucie w cale nie było stabilne. Stale doświadczałam silnych wahań nastroju, a po jakimś czasie, mimo że głęboki dół przygniatał mnie przez większość czasu, to były również takie momenty, w których czułam się bardzo dobrze. Nie mówiłam o tym lekarzowi, czy psychologowi, ponieważ bałam się, że uznają mnie wtedy za zdrową. Definicja depresji zgadzała się z tym, jak się czuję przez większość dni. Przygnębienie, bezsenność, samookaleczenia, myśli samobójcze, nie mogło mi nic nie dolegać, to było nie możliwe.

Pewnego dnia, całkiem przypadkiem, przeglądając jakieś głupoty na fb, natknęłam się na pewien wpis a w nim “osobowość Borderline”. Chyba mnie wtedy olśniło. Zaczęłam intensywnie szukać szczegółowych informacji na ten temat. Przedtem nie miałam pojęcia, że coś takiego istnieje.

Osobowość chwiejna emocjonalnie (Borderline Personality Disorder, w skrócie BPD) charakteryzuje się silnymi huśtawkami nastroju, od głębokiego przygnębienia po wszechogarniającą radość, które występują naprzemiennie, wiele razy w ciągu doby.

Dezorientacja – przeczytałam artykuł na temat ChAD

Przeglądając informacje o Borderline, natrafiłam na stwierdzenie, że ta osobowość często mylona jest z chorobą afektywną dwubiegunową. Zaczęłam więc czytać, co to w ogóle jest i dlaczego lekarze często stawiają mylną diagnozę. Po rozeznaniu się w temacie byłam zdezorientowana. Dopiero co dowiedziałam się, że istnieje zaburzenie, w którym silne wahania nastroju są na porządku dziennym, a mowa oczywiście o Borderline, a tu nagle czytam o kolejnym, na dodatek bardzo podobnym. Bardzo dobry nastrój i depresja w jednej chorobie? Byłam zagubiona, nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć.

Poświęcałam mnóstwo czasu na analizę tych dwóch jednostek, by dowiedzieć się, która pasuje do mnie lepiej. Pisałam porównania, robiłam wykresy, a na dodatek przeczytałam, że u niektórych pacjentów występują jednocześnie oba te zaburzenia. Na wizycie u psycholog powiedziałam w końcu o moich wahaniach nastroju i nie wiem kiedy, z jej strony padły podejrzenia Borderline lub ChAD oraz ADD (deficyt koncentracji i uwagi, odmiana ADHD, tyle że bez nadpobudliwości psychoruchowej).

Ze wszystkimi nowościami wybrałam się do do psychiatry i z tego co pamiętam chyba nic z tej rozmowy nie wyniknęło. Analizowałam więc dalej i po pewnym czasie ponownie poszłam do lekarza, tyle że z nowymi przemyśleniami. Byłam pewna, że to ChAD, jednak pani doktor stwierdziła, że moje górki (podwyższone samopoczucie) są zbyt krótkie, bo dwie godziny to za mało, by móc nazwać to manią. Jedynie w związku z podejrzeniem ADD, miałam zapisać się na EKG.

Teraz wiem, że moje częste zmiany samopoczucia były objawem epizodu mieszanego w przebiegu w ChAD, ale wtedy była mowa jedynie o depresji. Z czasem ja też zaczęłam wątpić w to, że posiadam chorobę dwubiegunową.

Obsesja na punkcie macierzyństwa

Lada moment miał wybić nowy rok 2017. Każdy początek roku to dla mnie +1 do mojego wieku, ponieważ jestem ze stycznia. Tym razem miałam mieć już 18 lat… to daje wiele możliwości. Tuż po sylwestrze, czyli 1 stycznia narodziło się we mnie niezwykłe pragnienie. Chciałam zostać mamą, ale nie była to moja fanaberia. To się działo, to było prawdziwe. Półtora roku wcześniej, co jest ważną informacją, pierwszy raz ujawniła się we mnie chęć posiadania dziecka. Oczywiście wtedy to nie było możliwe, no nie, nie.

Bardzo szybko poczułam instynkt macierzyński. Myśl o dziecku szybko przerodziła się w pragnienie, a to z kolei w obsesję. Postanowiłam poszukać pracy, by za jakiś czas móc spełnić się w roli odpowiedzialnej mamy. Wtedy jeszcze nie miałam pojęcia o tym, że choroba w cale nie minęła.

(Hipo)mania to magia

Dopiero co zrezygnowałam z nauki w szkole, na skutek dużego lęku, a tu nagle zaczęłam intensywnie szukać pracy. Przeglądałam różne ogłoszenia i kilkakrotnie przesyłałam swoje CV, a wszystko po to, by jak najszybciej zacząć się utrzymywać i założyć rodzinę. Koniec końców pracy jednak nie udało mi się znaleźć, choć teraz w cale mnie to nie dziwi.

Ogólnie czułam się świetnie, tak jakby dzień 1 stycznia był datą mojego cudownego uzdrowienia. Miałam mnóstwo siły i chęci do życia. Na co dzień mało spałam i niewiele jadłam, ale nie uznawałam to za problem. Ciągle myślałam o byciu mamą, ale na szczęście miałam już przecież swojego ukochanego wybranka. Wiedziałam, że będzie mądrym i odpowiedzialnym ojcem oraz mężem. Ja również chciałam dać tej małej istocie wszystko co najlepsze. Mój partner studiował dziennie, a pracy na weekendy nie za bardzo dało się znaleźć, pomimo chęci. W końcu pod moim niewątpliwym naciskiem, postanowiliśmy spróbować. Nie mieliśmy pracy ani mieszkania, ale ja byłam dobrej myśli.

Pani doktor psychiatra nie chciała potwierdzić podejrzeń o Borderline, więc poszłam do innego lekarza. Oczekiwałam konkretnej diagnozy i odstawienia leków. Niestety zdaniem lekarza byłam za młoda na potwierdzenie osobowości Borderline. Leków też nie pozwolił mi zrezygnować, a co do wyników EKG, to niczego się nie dowiedziałam.

Upragniona ciąża

Z uwagi na planowaną ciąże postanowiłam odstawić leki na własną rękę. Co tydzień zmniejszałam dawkę i po miesiącu nie brałam już ani miligrama antydepresantu. (Nie próbujcie tego sami). Oczywiście zgodnie ze stanem (hipo)maniakalnym nadal czułam się wspaniale. Za kolejny miesiąc, czy dwa, pierwszy test, wynik pozytywny. Wszystko szło ku najlepszemu. Czułam się dobrze, ale już bez fajerwerków. Chyba moje samopoczucie wtedy się ustabilizowało.

III semestr ciąży był już okresem depresyjnym. Znowu nie chciałam żyć i widziałam wszystko w czarnych barwach. Nie poszłam jednak do lekarza, czy psychologa, ponieważ kobieta w ciąży ma się cieszyć z tego co ją spotkało, a nie płakać. Bałam się, że wszyscy będą uważać mnie za nieodpowiedzialną mamę. Wstydziłam się chodzić w krótkim rękawku z moim wspaniałym brzuszkiem. Ludzie mogliby pomyśleć, że jak ktoś ma pocięte ręce, czy nawet jak to było u mnie, pozostałe po tym blizny, to jest niezrównoważonym psychicznie wariatem, który nie wie, co to szacunek i odpowiedzialność, a co dopiero, kiedy ten ktoś ma wychowywać dziecko. Bałam się, że zostanę oceniona jako ta z niechcianym, niczego sobie winnym dzieciątkiem, bo przecież mam wskazujące na to rączki. Nic bardziej mylnego, ale nie będę przecież krzyczeć o tym na ulicy, ani też nie przykleję sobie sprzeciwu i wyjaśnień na czole. Do poradni psychologiczno – pedagogicznej nie mogłam już chodzić, ponieważ skończyłam 18 lat.

Po tych ciężkich dla mnie miesiącach przyszedł długo wyczekiwany przez nas moment. Nasza córcia przyszła na świat. Byliśmy ogromnie szczęśliwi <3 Depresja minęła, a nawet bardzo prawdopodobne jest to, że wszedł mi na głowę już stan przeciwny.

Przez kilka miesięcy nic strasznego z moim samopoczuciem się nie działo. Moja rodzina była pełna podziwu, że tak dobrze radzę sobie z macierzyństwem. To prawda, opiekowałam się małą jak najlepiej tylko umiałam i wkładałam w to całe moje serce. (Innym razem opowiem Wam, jak to jest być dobrą, spełnioną mamą, pomimo chorób i wszelkich trudności <3). Mijały miesiące, a ja długi czas nie miałam już żadnych dołków, ani górek.

Spokoju kres – depresja wita po raz trzeci

W styczniu 2018 r. nasze ukochane dziecię miało już ponad roczek, a ja kończyłam właśnie 19 lat. Wierzcie lub nie, ale depresja przyszła do mnie, jak zwykle z dnia na dzień. Ze względu na to, że od tamtego momentu zaczęłam zapisywać konkretne daty moich stanów chorobowych w pamiętniku na telefonie, to mogę podać, iż był dokładnie 24 styczeń. Nagle wszystkie złe emocje spadły na mnie jak ulewa z nieba. Wróciły ataki paniki, brak sensu i niechęć do życia. Nie chciało mi się wychodzić z domu, ale jak było trzeba to mus. Nie mogłam w to uwierzyć, przecież już wszystko miało być dobrze. Myślałam, że skoro diagnozą były stany depresyjne, to gdy już sobie pójdą, to nie wrócą tak szybko. Z drugiej strony wiedziałam, że depresja, która nie została poprawnie wyleczona może wrócić.

Na całe szczęście okres depresyjny trwał jedynie dwa tygodnie, czyli równe 14 dni. Minęło, jak ręką odjął, ale przecież nikt nie choruje na zwykłą depresję dwa tygodnie i po problemie. Tak czy siak zapisałam się wcześniej do przychodni po skierowanie do psychologa. Byłam pewna, że choroba afektywna dwubiegunowa powinna zostać potwierdzona, tak samo oczywiście, jak Osobowość Borderline, ale o niej, nie teraz.

Nowy początek leczenia

W końcu zaczęłam chodzić do psychologa, a niedługo potem również do lekarza psychiatry. Wszystkie wizyty odbywałam bezpłatnie. Pani psycholog była bardzo miła, ale długi czas nie chciała potwierdzić żadnej diagnozy. Natomiast pani doktor psychiatra, lekko rzecz ujmując, nie przypadła mi do gustu. Byłam przyzwyczajona do lekarzy psychiatrów przyjmujących prywatnie, gdzie wizyty były dłuższe i bardziej konkretne. Niestety tym razem było zupełnie inaczej. Chodziłam za darmo, wiem, ale mimo wszystko wizyty były bardzo krótkie i tak na prawdę całe spotkanie polegało na wystawieniu nowej recepty.

Ponowne wdrożenie farmakoterapii

Pani doktor przepisała mi Lamitrin (stabilizator nastroju, który brałam poprzednio) oraz Nexpram. Substancją czynną drugiego leku jest escitalopram, który wykorzystywany jest w leczeniu depresji oraz stanów lękowych. Lamitrin rzeczywiście stabilizował mój nastrój, nie miałam już nagłych dołków, które przedtem spadały na mnie jak grom z jasnego nieba, codziennie. Nexpram moim zdaniem nie działał, a z resztą nie miałam nawet depresji, a same zaburzenia lękowe.

Czas płynął, a ja doświadczałam licznych zmian samopoczucia, których Lamitrin nie był w stanie wyeliminować. Po dwutygodniowej depresji, o której wspominałam wcześniej, miałam tydzień remisji (okres bez objawów choroby), a następnie kolejny tydzień stanu z ogromnymi wahaniami samopoczucia. Z tego co pamiętam zmieniał się co kilka godzin, od euforii, po załamanie. Wtedy myślałam, że mam krótkie stany maniakalne, ale to nie było zgodne z definicją manii… Teraz wiem, że był to stan mieszany, ale wtedy nie miałam wystarczająco dużo wiedzy i doświadczenia.

Byłam płaczliwa, odczuwałam skrajne wahania nastroju, a także pobudzenie psychoruchowe. Nie chciało i się spać, miewałam momenty silnego załamania, w co wchodziły myśli i samobójcze. Po tygodniu zauważyłam u siebie jedynie cechy maniakalne. Byłam niezwykle pobudzona, miałam mnóstwo pomysłów i ogromny zapał do pracy. Trwało to dwa i pół tygodnia. Potem przed półtora miesiąca był spokój i cisza.

Zdanie pani psycholog na temat ChAD i Borderline

W końcu pani psycholog, ponieważ wiedziała że bardzo tego oczekuję, postanowiła wypowiedzieć się na temat podejrzeń o ChAD i Borderline. Wcześniej wypełniałam jakiś ogromny test, chociaż nie wiem na ile to wszystko mogło być miarodajne w moim przypadku, nie wiem. Pani psycholog stwierdziła mieszane zaburzenia osobowości, jakimi są

  • z pogranicza tj. Borderline,
  • lękliwa, inaczej unikająca lub lękowa,
  • negatywistyczna, czyli bierno – agresywna,
  • oraz depresyjna.

Z dwiema ostatnimi do dzisiaj, zupełnie się nie utożsamiam i nie zgadzam, tak samo jak mój partner, ale o tym innym razem. Pani psycholog powiedziała, że jej zdaniem nie posiadam choroby dwubiegunowej. Czyli wyszło na to, że po prostu miałam gorsze i lepsze dni? Pani psycholog twierdziła, że każdy czasem nie ma na nic siły itp. Nie zaprzeczam, ale moje życie, w moim mniemaniu, było dużo bardziej skomplikowane.

Kolejny epizod depresyjny

W czerwcu 2019 roku dopadł mnie bardzo przygniatający stan. Był to epizod depresyjny, dla mnie osobiście dość ciężki. Ataki paniki miałam wtedy nawet codziennie. Pojawiły się również niepokojące ruchy w obrębie głowy : zaciskałam oczy, intensywnie mrugałam, czasem potrząsałam głową lub kręciłam szyją. Zaczęłam podejrzewać, że mogą to być niekontrolowane ruchy, czyli tzw. tiki nerwowe (aktualnie można powiedzieć, że sprawa jest w toku, ale tiki wracały do mnie z każdym kolejnym epizodem i to nie tylko depresji).

Silne napięcie emocjonalne spowodowało, że zaczęłam palić papierosy. Podczas pierwszych stanów depresyjnych robiłam to samo. Mimo iż swoje biedne rączki oraz resztę ciała zostawiłam w spokoju już dwa lata temu i nie traktowałam ich źle, to nagle poczułam silną potrzebę, by do tego wrócić (myśli autodestrukcyjne). Czułam się bardzo źle, ciągle myślałam o tym, jakie moje życie jest beznadziejne. Chciałam odejść z tego świata, ale fakt posiadania mojej kochanej córeczki mnie od tego powstrzymywał.

Powrót do wizyt prywatnych

Po kilku tygodniach przyjmowania leków postanowiłam wrócić do mojej poprzedniej pani doktor. Za wizytę trzeba było zapłacić, ale potrzebna mi była specjalistyczna pomoc. Stany depresyjne trwały już miesiąc, a ja byłam wykończona, bezsilna, gdzieś na samym dnie.

Wyznaczony dzień przyszedł szybko. W gabinecie pani doktor od razu mnie poznała. Cała wizyta trwała ok. 20 – 25 minut, więc jak dla mnie super. Mogłam spokojnie opowiedzieć o wszystkim, co się u mnie działo. Pani doktor zadawała mi wiele ważnych pytań, na które z chęcią odpowiadałam. Pod koniec dostałam receptę na trzy leki. Pierwszym był Lorafen, czyli ten mój doraźny na ataki paniki, który bardzo mi pomagał. Na liście pojawił się również dobrze znany mi Lmitrin, a także Dutilox (SNRI), którego nigdy wcześniej nie przyjmowałam. Substancją czynną jest duloksetyna, stosowana w leczeniu depresji oraz różnych zaburzeń lękowych.

Lek przeciwdepresyjny brałam jedynie przez 3 – 4 dni, ponieważ depresja ustąpiła sama, jak zwykle, z dnia na dzień. Lamitrin przyjmowałam w dalszym ciągu, ale z obawy że antydepresant wywoła u mnie dziwne stany mieszane, czy manię, odstawiłam Dutilox.

Utrwalony schemat ChAD

W końcu zauważyłam, że epizody chorobowe pojawiają się u mnie schematycznie : depresja, po niej tydzień remisji, dalej stany mieszane, lub (hipo)maniakalne, a potem “dłuższa” remisja i koło się zamyka.

Swoje doświadczenia spisywałam często w pamiętniku na telefonie, co stawało się niezwykle przydatne w przyszłości. Wszystkie wspomnienia i notatki mogłam starannie przeanalizować i wyciągnąć wnioski.

Mój schemat ChAD zaburza się jedynie w momencie przyjmowania leków przeciwdepresyjnych, które powodują stany mieszane lub (hipo)maniakalne.

Mój głęboki dół już minął, więc spodziewałam się kolejnych gwałtownych zmian. Było tak, jak przeczuwałam, ponieważ spokojnych dni miałam jedynie ok. 7, a po nich nastąpiły stany mieszane, czyli w moim przypadku objawy manii i depresji na przemian, co kilka – kilkanaście godzin.

Niepokojące stany mieszane

Początkowo mój nastrój zmieniał się kilka razy w ciągu doby, a następnie co 2 – 3 dni. Myślę, że taki stan rzeczy wywołany jest przyjmowaniem stabilizatora nastroju, w moim przypadku jest to lamotrygina w leku Lamitrin lub Lamilept.

Mimo, że stany maniakalne w przebiegu epizodu mieszanego były krótkie, to i tak mocno dały mi się odczuć. Do tej pory podziwiam swojego męża za jego wyrozumiałość i wytrwałość w takich okresach. ChAD w połączeniu z cechami osobowości Borderline powodują niewyobrażalną huśtawkę emocji. Moja niestabilność emocjonalna w epizodzie mieszanym jest na tyle duża, że niejednokrotnie chciałam odejść od swojego męża i wiązać się z kimś innym, ponieważ zakochiwałam się błyskawicznie.

Halucynacje

W między czasie zaczęłam widzieć błyski białego światła, co miało być początkowo, niby spadkami napięcia elektrycznego, gdy była włączona biurkowa lampka led. Pewnego wieczoru doświadczyłam czegoś zupełnie dziwnego. Leżałam na łóżku, a pudełko w drugiej części pokoju przez jakiś czas po prostu falowało. Słyszałam również telewizyjne reklamy, mimo że telewizor w drugim pokoju był wyłączony. Którymś razem falowała również podłoga. Wszystko to były proste omamy wzrokowe i słuchowe czyli tzw. halucynacje. Po tych incydentach natychmiast wybrałam się do pani doktor, a wtedy już wszystko było jasne.

Choroba afektywna dwubiegunowa – długo wyczekiwana diagnoza ChAD

W związku z tak intensywnymi objawami choroby, pani doktor przepisała mi lek przeciwpsychotyczny pod nazwą Apra. Substancją czynną jest apiprazol, który działa przeciwpsychotycznie i stosowany jest w leczeniu mani, w przebiegu ChAD oraz w Schizofrenii. Czułam się po nim wyjątkowo źle, ale mimo wszystko działał. (O wszystkich lekach, jakie przyjmowałam, napiszę w osobnym wpisie.

Pani doktor psychiatra powiedziała, że koniecznie muszę postarać się o grupę niepełnosprawności oraz rentę socjalną. No dobrze, więc jak poradziła, tak zrobiłam. Skserowałam całą dokumentację medyczną i… rzuciłam na nią okiem. Okazało się, że już na poprzedniej wizycie (tej pierwszej po długiej nieobecności) widniało w papierach rozpoznanie : F31.3 zaburzenie afektywne dwubiegunowe – obecnie epizod depresji o lekkim lub umiarkowanym nasileniu. Tego dnia pani doktor zapisała również F31.6 tzn. epizod mieszany, gdzie dodała również notkę : od depresji, po manię.

Kiedy zobaczyłam te papiery bardzo się zmartwiłam, a jednocześnie ucieszyłam, bo życie w niepewności było męczące. W sumie to byłam zadowolona, że w końcu mogę otwarcie mówić o ChAD, z którym się zmagam. Oczywiście nie chodzi mi o chwalenie się wszystkim dookoła, bo to wstydliwy i osobliwy temat, ale świadomość najbliższych o mojej potwierdzonej chorobie jest niezwykle istotna.

Dzisiaj – marzec 2020

Jakiś czas temu przyznano mi umiarkowany stopień niepełnosprawności na okres czterech lat, ale mimo to z renty socjalnej nici. W związku z bardzo złym przyjęciem się leku Apra, dostałam receptę na Kwetaplex. Substancją czynną jest kwetiapina, która jest jednocześnie stabilizatorem nastroju, jak i lekiem przeciwpsychotycznym. W chorobie afektywnej dwubiegunowej powinna łagodzić zarówno epizody manii, jak i depresji, a także zapobiegać ich nawrotom. Całe szczęście na tą substancję zareagowałam całkiem dobrze.

Na początku lutego weszłam w stan mieszany, choć powinnam mieć depresję. Podejrzewam, że znowu jest to spowodowane przyjmowaniem antydepresantu, który zaczęłam brać wraz z kwetiapiną. Mam na myśli Citaxin (SSRI), który działa standardowo : przeciwdepresyjnie i przeciwlękowo. Substancją czynną jest tutaj citalopramum. Citaxin zaczęłam przyjmować z powodu silnych lęków, zwłaszcza społecznych, które znacznie utrudniały moje codzienne funkcjonowanie.

W życiu osobistym układa mi się raz lepiej, raz gorzej wiadomo, ale bardzo ciesze się z posiadanej rodzinki. Córcia jest naszym największym skarbem, jest zdrowa, uśmiechnięta i oby tak dalej, bo bardzo o nią dbamy <3 🙂


Dziękuję Ci ogromnie za poświęcony czas i mam nadzieję, że mój artykuł był pomocny 🙂 Podziel się swoją myślą, opinią, czy doświadczeniami w komentarzu poniżej, bo Twoja obecność tutaj jest dla mnie bardzo ważna 🙂 Pozdrawiam Was pociesznym uśmiechem <3

Obserwuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w linii
Pokaż wszystkie komentarze